czyli ostatnio przeczytałam książkę.

czwartek, 3 października 2013

107. "Wypychacz zwierząt" - Jarosław Grzędowicz

22:38 Posted by Kasia No comments





Najpierw, jeszcze przed premierą książki, uwagę zwróciła okładka. Piękna, pociągająca, natychmiastowo wywołując chęć przeczytania. Dzieła dokończyła promocyjna cena ebooka i stało się - nowego Kindle zainaugurowałam zbiorem opowiadań Grzędowicza.

"Ludzie widzą to, co chcą widzieć" głosi okładka. I faktycznie, ktoś pewnie widzi w tej książce monotematyczny choć subtelny, motyw przewodni. Ktoś inny, irytującą niekonsekwencję w długości kolejnych opowiadań. A może skłonność autora do nadmiernego rozwodzenia się nad nieistotnymi szczegółami.

Ja widzę zbiór pełen niespodzianek. Choć nie da się ukryć, że motyw II wojny światowej wyskakuje w nim w dosyć niespodziewanych miejscach, skłonił mnie on do pewnych przemyśleń i trochę innego spojrzenia na to, co czytam. Różnorodność w zakresie długości opowiadań czyni lekturą po prostu urozmaiconą i sprawia, że trudniej mi się było nią znudzić. Podsumowując, przeczytałam tę książkę z przyjemnością.

A okładka nie ma z zawartością związku absolutnie żadnego. Ale i tak jest piękna.

8/10
4/5

sobota, 7 września 2013

106. "Dziennik" - Anne Frank

12:14 Posted by Kasia No comments
Przeczytałam już wiele książek mówiących o losach Żydów w czasie IIWŚ. "Dziennik" nie przypomina jednak żadnej z nich. Pisany przez młodą Holenderkę pamiętnik nie skupia się na działaniach wojennych, których opisy sprowadzają się głównie do strzałów słyszanych zza okna i relacji słuchanych ukradkiem w nielegalnym radiu. Dużo więcej czytamy o przemyśleniach Anne, o jej planach, obawach i uczuciach.

Ukrywanie się przed Niemcami nie mogło być komfortowe dla żadnego z mieszkańców Oficyny, jednak sytuacja Anne wydaje się być szczególna. Jej zapiski pokazują dojrzewanie dziewczyny, oznaki buntu, rodzącej się kobiecości, a wszystko musiało się dziać, gdy dziewczynka siedziała zamknięta na małej powierzchni, nie dość, że z rodzicami i siostrą, to jeszcze czwórką zupełnie obcych dla siebie ludzi. Mimo tej trudnej sytuacji, Anne nie traciła optymizmu. Zapisywała w dzienniku swoje plany, marzenia, wiedziała, co chce robić po wojnie.

Książka ta z pewnością nie jest literacką perełką, mnie osobiście trudno było również poczuć sympatię do postaci Anne wyłaniającej się z tych zapisków. Jednak nie o formę, ani o sympatię do bohaterki w tym wszystkim chodziło. Jest to przede wszystkim możliwość do zajrzenia w świat, który był codziennością dla ludzi żyjących 70 lat temu i którzy z powodu swojej wiary byli prześladowani. Wiedząc, jak skończyła się ta historia, czyta się ją bardziej jak relację właśnie, a nie powieść, relacją dość smutną, ale zmuszającą do przemyśleń i zdecydowanie wartą poznania.

sobota, 31 sierpnia 2013

105. "Nawałnica mieczy. Stal i śnieg" - G. R. R. Martin

16:06 Posted by Kasia No comments




Ciężko jest napisać recenzję, nie wspierając się fabułą książki, ale jednak spróbuję, z myślą o zabłąkanych internautach, którzy natrafią na ten tekst przed przeczytaniem poprzednich części Pieśni Lodu i Ognia. W końcu sama unikam jakichkolwiek śladów kolejnych tomów, bo już sama wiadomość, kto przeżył, jest w przypadku Martina konkretnym spojlerem.

Cóż mogę więc powiedzieć... To wciąga. W jednej chwili kartkuje się pierwsze strony "Gry o tron", a niedługo później, człowiek na chwilę odzyskuje zmysły w bibliotece do której ma 40 minut drogi, ale do której przyciąga go wizja kolejnej części opowieści rodem z Siedmiu Królestw. Odzyskuje nie na długo, dodajmy, bo już po chwili na powrót zatapia się w tym magicznym świecie.

Dziwne to trochę. Martin bez litości przetrzebia szeregi pozostających przy życiu bohaterów, dłużące się, statyczne opisy zdarzają się w tych książkach częściej niż by się tego oczekiwało, do tego żaden bohater nie wzbudził we mnie gorących uczuć, żadnemu z nich nie "kibicuję". Zdarzenia opisywane w kolejnych częściach Pieśni przyjmuję z mało entuzjastycznym "aha", a mimo to, po jeszcze zanim skończę jeden tom, kolejny czeka już na mnie na półce, załatwiony "na zaś", żeby przerwy pomiędzy nimi niepotrzebnie nie wydłużać. Nie rozumiem tego, ale sagę mogę polecić z czystym sercem, bo wciąga bezlitośnie. W tym pierwszą część "Nawałnicy mieczy", bo jakakolwiek próba odniesienia do niej w oderwaniu od pozostałych tomów to jakieś kosmiczne nieporozumienie.

8/10
4/5