czyli ostatnio przeczytałam książkę.

niedziela, 5 stycznia 2014

116. "Śmierć w Breslau" - Marek Krajewski

18:20 Posted by Kasia No comments




Wrocław, rok 1933. W brutalny sposób zostaje zamordowana młoda baronówna. Radca kryminalny, Eberhard Mock, szuka mordercy, który rozciął brzuch młodej dziewczynie i umieścił w jej trzewiach zabójcze skorpiony. W tle przewija się panorama międzywojennego Wrocławia, oddana w dokładny sposób, od stanu architektonicznego miasta, aż po ulubione rozrywki jego prominentnych mieszkańców.

I to jest największy problem z książką Krajewskiego. Bo choć zagadka jest ciekawa, choć czytelnik oczekuje na jej rozwiązanie, autor zdaje się nie skupiać na tej kwestii w sposób szczególny. Z dużą większym zaangażowaniem opisuje jurnych bogaczy, ich fascynacje nieletnimi dziewczynami, czy sposób funkcjonowania podwrocławskiego burdelu. Kiedy w końcu rozwiązanie zagadki się zbliża, okazuje się ono mocno naciągane, zostawia poczucie, że cała ta książka została napisana na siłę i w sumie, nie wiadomo, po co.

Mówiąc krótko - "Śmierć w Breslau" nudzi, momentami obrzydza, a na końcu rozczarowuje. Ciężko nawet zachwycić się obrazem miasta sprzed 80 lat, kiedy należało ono jeszcze do Niemców i zarówno nazwy ulic, jak i mentalność mieszkańców były zupełnie inne. A szkoda, bo w tej materii autor zrobił kawał dobrej roboty. Szkoda, że do innych aspektów opowieści nie przyłożył się tak samo mocno.

4/10
2/5

środa, 1 stycznia 2014

Podsumowanie roku 2013.

15:00 Posted by Kasia No comments
Krótko i zwięźle.

W 2013 roku przeczytałam 59 książek, które w sumie miały 21 621 stron. Oznacza to, że średnio książki, które czytałam w poprzednim roku miały 366 stron.

W porównaniu do 2012 - wtedy przeczytałam 55 książek, które łącznie miały 18 207 stron, co średnio daje 331 stron na książkę.

Czyli że jest lepiej, pod każdym względem. Czytam więcej i wybieram dłuższe ksiażki (co samo w sobie wartością nie jest, jednak rok temu zauważyłam, że mam tendencję do wybierania cieńszych pozycji i cieszy mnie, że to się zmienia).

Plany na ten rok są podobne do zeszłorocznych - za cel stawiam sobie przeczytanie 52 książek i to mi się wydaje wartością optymalną. Chciałabym więcej czytać po angielsku (a może uda mi się przeczytać po niemiecku coś bardziej ambitnego niż typowy "readers"?), a spełnianie tego postanowienia zaczęłam już dziś, obkupując się w ebooki na Amazonie. Wprawdzie jeszcze żadnego nie zaczęłam czytać, ale jak powiedział kiedyś Pilch:

"Na razie nie czytałem, ale już kupiłem - posiadanie jest formą czytania."
 
Pewnie będę też więcej czytać książek technicznych, w końcu inżynierka powoli się zbliża, a ja wybrałam sobie temat, na temat którego pojęcie mam obecnie bardzo blade.

No i na koniec, ostatnie postanowienie - chciałabym, aby wszystkie nowoprzeczytane książki, oraz te przeczytane po raz kolejny, ale nie zrecenzowane, doczekały się wpisu na tym blogu. W 2013. bardzo opuściłam się z pisaniem recenzji, chcę to zmienić.

No to, drogie mole książkowe, oby nam się w tym nowym, 2014 roku!

noworoczne zdobycze z Amazonu
A to upolowałam dzisiaj na Amazonie. Wszystko po przecenie.

niedziela, 22 grudnia 2013

115. "Uczta dla wron. Cienie śmierci" - George R. R. Martin SPOJLER

11:46 Posted by Kasia No comments

Książki z cyklu Pieśni Lodu i Ognia można podzielić na dwa rodzaje: te, w których nie dzieje się nic i te, w których autor wyrzyna swoich bohaterów po kolei. Pierwsza część "Uczty dla wron" wymyka się temu podziałowi. Śmierci jest w niej niewiele, więcej się o niej mówi, niż faktycznie zabija. W tym tomie sagi rządzą spiski.

Głównym wątkiem zdają się być zmagania z koroną królowej regentki, Cersei Lannister. Po śmierci syna i ojca włada ona Siedmioma Królestwami w zastępstwie małoletniego króla. Cersei jest dokładnie taka, jaką pamiętamy ją z poprzednich części - butna, przekonana o swojej urodzie i okrutna. Jednak w jej otoczeniu coś się załamuje, nie wszystko do końca idzie po jej myśli, choć ona nie wydaje się tego dostrzegać.

W tle przewijają się perypetie Brienne, Aryi, Sansy, Sama i bohaterów, których dopiero poznajemy. Królestwo pokazywane jest z różnych stron, co razem daje czytelnikowi pełen obraz sytuacji.

"Uczta dla wron. Cienie śmierci" to doskonała lektura, trochę inna niż wszystko, do czego przyzwyczaił nas George Martin, ale mam wrażenie, że lepsza. Nie wciąga w sposób oczywisty, nie miałam poczucia, że "muszę do niej usiąść, muszę czytać dalej, bo nie wytrzymam". Dlatego właśnie skończenie jej zajęło mi ponad miesiąc. Ale nie żałuję ani chwili nad nią spędzonej, bo kiedy już udało mi się zmobilizować do lektury, czas przy niej spędzony upływał bardzo przyjemnie.

9/10
5/5