czyli ostatnio przeczytałam książkę.

wtorek, 14 stycznia 2014

118. "Między wariatami" - Marcin Meller

20:51 Posted by Kasia No comments

Marcina Mellera "znam" z cotygodniowych spotkań w sobotę o 12. Siadamy tak sobie po dwóch stronach telewizora, on mówi, rozmawia ze swoimi goścmi, ja słucham i czasami się śmieję, a czasami zamyślam. Zawsze wzbudzał we mnie sympatię, bo inteligentny i w dyspucie okrzesany.

W "Między wariatami" dziennikarz daje się poznać z innej strony. Nie jako siedząca w studiu gadająca głowa, ale korespondent wojenny, student historii, zaangażowany politycznie młody człowiek. Tematyka felietonów jest różna, od opowieści z ogarniętych wojną terenów Jugosławii, czy Czeczenii, poprzez rozważania na temat rodzicielstwa i roli mężczyzny w dzisiejszym świecie, aż do relacji z naszego polskiego piekiełka, w którym jeden na drugiego pluje.

Marcin Meller nie pluje. Opisuje i ocenia sytuacje, zjawiska, a nie konkretnych ludzi. O rodzinie pisze z miłością, a do samego siebie prezentuje miły dla oka dystans. Po prostu przyjemnie się go czyta. I nawet jeśli dobór tematów jest dla mnie momentami średnio szczęśliwy, bo rzadko kiedy zauracza mnie literatura stricte podróżnicza, nawet jeśli są to podróże obfitujące w emocjonujące wydarzenia, to reszta felietonów nadrabia z nawiązką, zarówno tematyką, jak i sposobem napisania. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam.

4/5
8/10

czwartek, 9 stycznia 2014

117. "Mile 81" - Stephen King

22:23 Posted by Kasia No comments

Od jakiegoś czasu planowałam powrót do czytania książek w oryginale. "Mile 81" Kinga wydawało się pozycją do tego celu idealną - krótki, bo zaledwie 80-stronicowy ebook kusił na amazonowej półce niską ceną i nazwiskiem autora. Uległam, a niedługo po zakupie, zasiadłam do lektury.

Opowieść zaczyna się od braterskiej kłótni. Kłócą się George i Pete, pozostawieni przez rodziców sami w domu. Historia stara, jak świat, starszy brat chce wyjść, młodszy uważa, że bezwzględnie musi pójść z nim, a ten pierwszy ma w temacie tej powinności zdanie zgoła odmienne. I oczywiście, stawia na swoim. Czego zapewne potem gorzko żałuje, bo jego młodszy brat staje się świadkiem niesamowitych wypadków z krwiożerczym samochodem w roli głównej.

Książka jest w rzeczywistości jeszcze krótsza niż wskazuje na to jej opis, ostatnie jej 25% zajmuje reklamowy fragment "Dallas '63". I chyba tylko po to została napisana, jako nośnik i zachęta do reklamowej broszury.

Ciężko mi porównywać "Mile 81" do innych książek Kinga, bo nigdy wcześniej tego autora w oryginale nie czytałam. Typowe dla niego neologizmowe twory i wtręty z innych języków, nie ułatwiały rozumienia, ale też nie było to trudne do przebrnięcia - czytało się to sprawnie i szybko. Historia wydaje się być napisana na kolanie, głównie ze względu na to, że akcja opiera się na powtarzającym się niczym refren motywie "przyjechali i ich zjadł". Nie jest to złe, ale też nie w żaden sposób zachwycające. Ot, taki przeciętniak na góra dwa wieczory, dobry do poćwiczenia języka i zwiększenia motywacji do sięgnięcia po grubsze tomiszcza tego autora, w których bezsprzecznie radzi on sobie lepiej.

2/5
5/10

niedziela, 5 stycznia 2014

116. "Śmierć w Breslau" - Marek Krajewski

18:20 Posted by Kasia No comments




Wrocław, rok 1933. W brutalny sposób zostaje zamordowana młoda baronówna. Radca kryminalny, Eberhard Mock, szuka mordercy, który rozciął brzuch młodej dziewczynie i umieścił w jej trzewiach zabójcze skorpiony. W tle przewija się panorama międzywojennego Wrocławia, oddana w dokładny sposób, od stanu architektonicznego miasta, aż po ulubione rozrywki jego prominentnych mieszkańców.

I to jest największy problem z książką Krajewskiego. Bo choć zagadka jest ciekawa, choć czytelnik oczekuje na jej rozwiązanie, autor zdaje się nie skupiać na tej kwestii w sposób szczególny. Z dużą większym zaangażowaniem opisuje jurnych bogaczy, ich fascynacje nieletnimi dziewczynami, czy sposób funkcjonowania podwrocławskiego burdelu. Kiedy w końcu rozwiązanie zagadki się zbliża, okazuje się ono mocno naciągane, zostawia poczucie, że cała ta książka została napisana na siłę i w sumie, nie wiadomo, po co.

Mówiąc krótko - "Śmierć w Breslau" nudzi, momentami obrzydza, a na końcu rozczarowuje. Ciężko nawet zachwycić się obrazem miasta sprzed 80 lat, kiedy należało ono jeszcze do Niemców i zarówno nazwy ulic, jak i mentalność mieszkańców były zupełnie inne. A szkoda, bo w tej materii autor zrobił kawał dobrej roboty. Szkoda, że do innych aspektów opowieści nie przyłożył się tak samo mocno.

4/10
2/5